Norwegia to kraj wikingów i majestatycznych fiordów, miejsce gdzie znajdziemy przyrodę nieskażoną cywilizacją. Tutaj wodę można pić prosto z kranu, a białe letnie noce nikogo nie dziwią.

Na wycieczkę po południowo-zachodniej Norwegii wybrali się Ania Spólnik ze swoim chłopakiem Wojtkiem Poszumskim. Ona – na co dzień bizneswoman zajmująca się reklamą w Internecie, on - pracownik PŻM-u.

- Skąd pomysł? Mamy tam znajomych, którzy wielokrotnie namawiali nas byśmy ich odwiedzili – opowiada Wojtek. Dla Ani była to podroż sentymentalna, Ania przez wiele lat pracowała w Norwegii i zna świetnie język norweski. Ponadto oboje pasjonujemy się fotografią – dodaje Ania – a jak wiadomo Norwegia to raj dla fotografów.

Trasa obejmowała m.in. miasta Bergen, Alesund, Skien i Oslo. Przejechali w sumie 2800 kilometrów. Nie interesowały ich jednak muzea czy architektura, lecz piękno norweskiej przyrody.

- Wyjechaliśmy w lipcu z gorącego Szczecina, a Norwegia powitała nas ścianą deszczu - wspomina Anna Spólnik. – Byliśmy jednak przygotowani na zmienne warunki.

W Norwegii jest przysłowie, które w tłumaczeniu na polski brzmi „Nie ma brzydkiej pogody, jest tylko niewłaściwy ubiór”. Norwegowie są przyzwyczajeni do zimna i deszczu i wcale im to nie przeszkadza. Szczecińscy turyści mieszkali na kampingach pod namiotem lub nocowali u znajomych. Kampingi w porównaniu do tych polskich są bardzo luksusowe. Najlepiej wspominają pobyt na polu namiotowym w okolicach lodowca Jostedal.

- Mieliśmy tam luksusowe warunki: kuchnie wyposażoną we wszystkie sprzęty AGD, dostęp do wi-fi, a zamiast zwykłych sanitariatów, ogromne pokoje łazienkowe, które mogły pomieścić całą rodzinę - zachwalają.

Spacer po lodowcu

Troll Tunga w tłumaczeniu na polski to język Trolla. Ten górski szlak stał się celem odwiedzin szczecińskich turystów. Dojście tam zajmuje około 4 - 5 godzin. Na starcie znajduję się tablica z  informacją, że szlak należy do bardzo wymagających.

- Celem naszej wycieczki był ustęp skalny, który faktycznie przypomina nieco ogromny język. Skała wisi około 700 metrów nad jeziorem. I musimy przyznać, że robi wrażenie!

Zachwyciła ich także Kazalnica - polskie tłumaczenie norweskiej nazwy Prekestolen. Ta wysoka na ponad 600 metrów skała zakończona jest wiszącą nad fiordem niemal idealnie płaską powierzchnią. Należy do najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych miejsc turystycznych w Norwegii.

- Dojście na Prekestolen jest niebezpieczne, nie ma tu barierek, ani żadnych zabezpieczeń, trzeba bardzo uważać - opowiada Wojciech Poszumski. - W dole widać malutkie stateczki, wszystko wygląda majestatycznie i niesamowicie. Półkę wypełniają opalający się ludzie. Co odważniejsi kładą się nad krawędzią i spoglądają w  dół. Było ekstra!

Odwiedzili także największy lodowiec lądu stałego w Europie - Jostedalsbreen. Wykupili czterogodzinną wycieczkę. Dostali raki i czekany. Całą grupę – 15 osób powiązano liną. Spacerowali po labiryncie lodowych szczelin, przechodzili mroźnymi tunelami.

- Wrażenia niesamowite i niezapomniane. Nawet najwięksi sceptycy uwierzyliby, że lodowiec to żywy, poruszający się twór. Było zimno i bardzo ślisko, ekstremalna wyprawa – mówią zgodnie.

Oczywiście nie odmówili sobie też kąpieli we fiordzie. Odwiedzili Geirangerfjord - jeden z najpiękniejszych, wpisany na liste światowego dziedzictwa UNESCO. Skały wystawały tam nad powierzchnię wody na wysokość 1,4 km, a reszta schowana był pół kilometra pod wodą.

- Woda była lodowata około 14 - 15 stopni, nogi drętwiały momentalnie, więc szybko uciekłam, Wojtek wytrzymał nieco dłużej – śmieje się Anna.

Szokujące ceny

Norwegia zachwyca pięknem przyrody, ale szokuje cenami. Nawet sami Norwegowie, jeżdżą na zakupy do Szwecji, bo taniej. Kawa z ciastkiem dla dwóch osób to wydatek rzędu 100 złotych, a pół litra piwa kosztuje około 50 zł. Dlatego szczecińscy podróżnicy gotowali sobie sami, wzięli ze sobą spory zapas półproduktów, czasem łowili ryby - dorsze, makrele, śledzie.

- Pamiętam podczas pobytu na fiordzie Geinragen, nieopodal nas wędkowały dwie Norweżki. Złowiły potężnego dorsza, którego nam podarowały! –śmieje się Wojciech. – Mieliśmy też okazję podziwiać jak jedna z pań zręcznym ruchem i dosłownie jedną ręką wyfiletowała rybę. Mieliśmy pyszna kolację!

Parę razy gościli w restauracjach, by spróbować typowo norweskich potraw. Najsłynniejsze z nich to Fishegrateng czyli zapiekanka rybna, Farikal (baranina z  kapustą - przypomina polski Bigos), czy Lapskaus, danie przypominające zupę gulaszową.

- Norwegowie jedzą mało warzyw, do obiadu woda i obowiązkowo kawa - dodaje Anna. - Przeciętny Norweg wypija nawet do trzech litrów kawy dziennie! Woda w Norwegii jest tak czysta, że pije się ją prosto z kranu.

Równouprawnienie po norwesku

Norwegowie są serdeczni i gościnni, ale muszą najpierw kogoś dobrze poznać, by zaprosić go do domu.

- Bardzo zwracają uwagę na równouprawnienie. Kobiety zarabiają tyle co mężczyźni, nikogo też nie dziwi tata z wózkiem na urlopie wychowawczym, gotujący obiady rodzinie, czy mama montująca szafki kuchenne. Równouprawnienie w Norwegii to nie tylko puste hasła - mówi Ania, która miała okazję dobrze poznać realia życia w tym kraju.

Pobyt zakończyli jednodniową wizytą w Oslo. Chcieli zobaczyć tę nowoczesną stolicę Norwegii, w której dwuosobowy apartament w jednej z najlepszych dzielnic kosztuje 2,5 miliona złotych, a najsłynniejszy park Vigelanda fascynuje 200 granitowymi rzeźbami przeżywającymi ekstremalne emocje. Są tu spleceni kochankowie, spokojne starsze pary oraz budzący pogardę żebracy. Było to wspaniałe ukoronowanie dwutygodniowej wycieczki.

- Norwegia jest zachwycająca, ale za rok odwiedzimy dla odmiany gorącą Kubę – deklarują zgodnie.

Prestiż  
Październik 2010